sobota, 27 lipca 2013

Od Helen-C.D Thorne

Lekko otworzyłam oczy. Próbowałam wstać, ale mi się nie udało. Potwór i Thorne gdzieś zniknęli. Po chwili Thorne upadła i to przede mną. Chciałam jej pomóc, ale jak. Podniosła się i pobiegła gdzieś.
-"Nie mogę jej samej puścić, nie zna jeszcze tego lasu"-pomyślałam-I pułapek w nim-szepnęłam
Gwizdnęłam raz. Przybiegła do mnie chuda, lekko ubrudzona klacz z maską na pysku. Zarżała radośnie i zaraz podparła mnie pyskiem bym mogła usiąść.
-No co, Egon? No co?-pytałam klaczki. W końcu wstałam o własnych siłach. Wsiadłam na klacz i ruszyłam. Najpierw szybkim kłusem, a później galopem. Lekko kiwałam się w siodle, gdyż jazda na oklep, wcale taka łatwa nie jest. Zauważyłam czarne włosy i kawałek sukni.
-I kto to może być?-zaśmiałam się. Zdawałam sobie sprawę z tego, że uratowała mi życie, ale...Nie chciałam po sobie tego pokazywać. Podjechałam galopem i krzyknęłam:
-Ej Thorne!Choć tu!
Dziewczyna przybiegła tutaj bardzo szybko i wskoczyła na kark klaczy.
-Skąd ty się tu?...
-Nie pytaj-powiedziałam krótko.
Skręciłam do wsi. Żadne stwory nie mogą tam wchodzić. Kłusem wjechaliśmy do miasta. Uśmiechnęłam się do dzieciaków. Później pojechałam drugą stroną lasu. Wróciłyśmy do zamku. Spojrzałam tylko na Thorne i fuknęłam.
-Jak śmiałaś mnie ratować!?-krzyknęłam w pokoju
(Thorne?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz