niedziela, 7 lipca 2013

Od Helen

Jechałam przez las. Była pełnia. Pośpieszyłam Egon do galopu. Nie chciałam nic mówić po śmierci ojca.
-Nigdy nie zaufam czarodziejowi!-krzyknęłam-Egon, proszę, zrób coś, ja chcę mieć ojca!
Klacz jechała do zamku. Wyjęłam miecz i wbiłam w ziemię.
-Niech wiedzą, że tutaj czarodziejom będzie ciężko-uśmiechnęłam się i strzeliłam w ostrze miecza strzałę.
Po powrocie odprowadziłam klacz do boksu. Zdjęłam jej białą maskę i znów zobaczyłam jej cudowne, wierne brązowe oczy. Zdjęłam jej czaprak i położyłam na fotelu w siodlarni. Zamknęłam drzwi i poszłam do zamku. Odwiesiłam płaszcz i poszłam do matki. Siedziała na fotelu w biurze. Nie w sali tronowej.
-Mamo-powiedziałam cicho
-Tak?-mama uniosła wzrok i uśmiechnęła się
-Jak myślisz, jaka broń bardziej przyda się walki?-zapytałam
-Hmm...łuk i włócznia-powiedziała-Koń przede wszystkim
-Nic jej się nie stanie?-zadałam pytanie
-Nie powinno-odpowiedziała
-Jak to "nie powinno"?-znów zapytałam
-10 lat temu na zawodach umarła Karoline, moja klacz-powiedziała mama-Tak, ubolewałam nad nią, ale Twoja klacz nie umrze. I mam nadzieję, że ty też.
-Tak-powiedziałam i wyszłam
 Poszłam do zbrojowni i wyczyściłam miecz, sztylet i ostrza strzał. Późnej do stajni. Zbroja Egon była o wiele większa od mojej. Wypucowałam ją i nabłyszczyłam. Wyczyściłam kopyta, umyłam, przymierzyłam nowe ogłowie i poszłam na trening. Klacz jechała na lonży, później na nią wsiadłam. Zachęciłam do galopu i ruszyła w las.
-Szybko, no, dawaj!-krzyczałam-Jeśli dalej będziesz się tak ociągać to dnia nie PRZEŻYJEMY!
W tej chwili klacz odwróciła uszy w moją stronę. Tak jakby chciała zapytać "Przeżyjemy, my"? Ale jeśli ona zginie to ja też.
Weszłam do stajni, zrobił się wielki przeciąg. W drzwiach stała jakaś dziewczyna.
-Kapitanka drużyny ślepych jeźdźców?-zapytała
-Tia, a bo co?!-zapytałam
-A nic nic-powiedziała
-Tia, zacięta to jesteś, ale jak przyjdzie co do czego...-ciągnęłam
-Co?!-wrzasnęła-Jak przyjdzie co do czego?!
-Tak-powiedziałam i zamknęłam boks Egon.
-Aha, więc grasz tak-powiedziała i wyszła.
Zaczęłam się śmiać, klacz zarżała.
Później pobiegłam do pokoju i położyłam na łóżku.
Zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz